rumianek właściwości
Fitoterapia Surowce lecznicze

Rumianek pospolity – właściwości i zastosowanie cz. 1

Rzecz z rumiankiem wygląda zwykle podobnie. Prawie każdy ma go w szafce z herbatą i prawie nikt nie wierzy w jego działanie. Coś w stylu: nie zaszkodzi, nie pomoże. Ja jednak zawsze podkreślam, że warto to przekonanie „odczarować”. Działanie rumianku pospolitego jest całkiem niepospolite. Potwierdza to sporo badań naukowych.

Rumianek – chwast czy roślina lecznicza?

Wiele roślin leczniczych kojarzy mi się przede wszystkim z dzieciństwem
i ogrodem babci. Pewnym wyjątkiem jest rumianek, który w pierwszej kolejności przywołuje u mnie na myśl bajkowego krecika i nie chce być inaczej. Mądry Krtek dobrze wiedział, że łąkowy „chwaścior” może uleczyć chorą myszkę – „ah jo!”

Rumianek pospolity, zwany także aptecznym lub prawdziwym (łac. Matricaria chamomilla, Matricaria recutita, Chamomilla recutita) znany jest na całym świecie. Uznaje się go za jedną z najczęściej stosowanych roślin leczniczych na naszym globie. Bardzo dobrze „zadomowił” się w bazie PubMed, co oznacza, że poświęcono mu już sporo publikacji naukowych. Mimo swojej „pospolitości” cały czas pozostaje w obszarze zainteresowania badaczy na całym świecie. Na uwagę zasługuje fakt, że rumianek pospolity posiada liczne monografie, m.in. w Farmakopei Polskiej, Brytyjskiej, monografię ESCOP czy Komisji E.

Słowo „chamomilla” wywodzi się od greckich wyrazów: chamos i melos. Oznacza „ziemne jabłko” , co wiąże się z charakterystycznym zapachem rośliny.

Rumianek pospolity – charakterystyka

Surowiec leczniczy stanowią koszyczki rumianku (Chamomillae anthodium), których zbiór prowadzi się zawsze w początkowym okresie kwitnienia rośliny. Niestety w Polsce rośnie co najmniej kilka roślin przypominających swoim wyglądem rumianek (np. maruna bezwonna). Teoretycznie nietrudno o pomyłkę. Na szczęście można je odróżnić sprawdzając wnętrze koszyczków. U rumianku będą one zawsze puste – jest to jego cecha charakterystyczna, która w połączeniu z typowym, znanym zapachem daje pewność odnośnie znalezionego gatunku.

Przekrój przez koszyczek kwiatowy maruny bezwonnej (fot. Paulina Znajdek-Awiżeń)

Cóż zatem cennego odnajdziemy w tych aromatycznych koszyczkach? Oczywiście całkiem spory „arsenał” związków aktywnych. Niewątpliwie jednak pierwsze skrzypce gra tutaj olejek eteryczny. Jego główne składniki to (-)-α-bisabolol oraz tlenki bisabololu A, B i C, chamazulen, mircen, farnezen, kadinen, matrycyna. W dalszej kolejności wymienić należy flawonoidy – pochodne flawonowe (apigenina i 7-glukozyd apigeniny), a ponadto kwasy fenolowe, kumaryny i polisacharydy. Szczegółowy opis składu surowca w tabeli poniżej.

Wewnętrzne działanie rumianku

Aktywność przeciwzapalna

Przejdźmy zatem do najważniejszej części czyli działania rumianku pospolitego, bo to z pewnością interesuje wszystkich najbardziej. Nie będzie przesadą jak napiszę, że na ten temat można by skonstruować całkiem spory elaborat. Zacznijmy jednak od działania przeciwzapalnego, z którym powszechnie kojarzy się rumianek. Rzeczywiście efekt przeciwzapalny wywoływany przez surowiec jest całkiem silny, zarówno jeśli chodzi o stosowanie wewnętrzne jak i miejscowe. Ma to związek z synergistyczną aktywnością pomiędzy składnikami olejku, flawonoidami i azulenami. Bisabolol, apigenina i chamazulen posiadają udowodnione działanie hamujące aktywność 5-lipooksygenazy – enzymu biorącego udział w syntezie prozapalnych czynników, m.in. leukotrienów. Pod kątem działania przeciwzapalnego przebadano także wyciągi z koszyczków rumianku, które podobnie jak pojedyncze związki prezentowały silny efekt przeciwzapalnych (hamowanie aktywności cyklooksygenazy i 5-lipooksygenazy). Poza tym wykazano, że alfa-bisabolol znacząco zmniejsza aktywność proteolityczną pepsyny, co prowadzi do ograniczenia dyfuzji jonów wodorowych i w efekcie zmniejsza uszkodzenia w obrębie błony śluzowej żołądka.

W testach in vivo, prowadzonych na szczurach, wykazano zdolność wyciągów z kwiatów rumianku do zmniejszania owrzodzeń wywołanych stresem, etanolem oraz indometacyną – „Rumianek lekarski – dlaczego warto mieć go w domowej apteczce” Lek w Polsce nr 9/2013

Spazmolityczne działanie rumianku

Kolejną ważną właściwością rumianku jest zdolność do rozkurczania mięśni gładkich. Osobiście często określam go mianem „ziołowej No-Spy”. Najbardziej ze wszystkich chyba to właśnie działanie cenię sobie w przypadku „chamomilli” najbardziej. Ma ono oczywiście potwierdzenie w badaniach naukowych. W jednym z nich zaobserwowano, że zawarty w rumianku olejek eteryczny rozkurcza mięśnie gładkie z siłą porównywalną do papaweryny. Jego efekt spazmolityczny z łatwością możemy zauważyć stosując napary rumiankowe podczas bolesnej miesiączki lub gdy odczuwamy ciężkość na żołądku. To świetne remedium na kolki, również u najmłodszych, od pierwszych dni życia! W badaniu klinicznym przeprowadzonym z udziałem niemowląt w wieku od 2. do 6. tygodnia życia sprawdzano efektywność działania naparów z rumianku (w połączeniu z werbeną, koprem włoskim i melisą) w łagodzeniu objawów kolki. Po tygodniu stosowania herbaty rumiankowej (150 ml, do 3 razy dziennie) nie obserwowano kolki u 57% niemowląt ( w przypadku placebo było to 26%).

Uspokajające działanie rumianku

Działanie rumianku obejmuje ponadto układ nerwowy. Delikatnie, bo delikatnie, ale jednak wywiera efekt uspokajający i warto o tym wspomnieć. Nie tylko w kontekście dorosłych, ale i dzieci. Napar z rumianku jest dobrym rozwiązaniem zamiast czarnej herbaty, zwłaszcza wieczorową porą, przed snem. W 2009 roku przeprowadzono badanie kliniczne oceniające skuteczność ekstraktów z rumianku w łagodnych oraz umiarkowanych dolegliwościach lękowych. Po 2 miesiącach przyjmowania naparów z rumianku przez grupę 28 chorych, u większości z nich zanotowano znaczne obniżenie lęku w porównaniu z grupą otrzymującą placebo. Oceny dokonywano za pomocą Skali Lęku Hamiltona (HAS). Wprawdzie mechanizm uspokajającego działania rumianku nie został do chwili obecnej dokładnie wyjaśniony, jednak sporą rolę w tej kwestii przypisuje się apigeninie. Badania na zwierzętach wskazująna jej powinowactwo do receptorów benzodiazepinowych.

Rumianek – zastosowanie

Nawiązując do właściwości opisanych powyżej napary z rumianku do stosowania wewnętrznego przydadzą się w następujących dolegliwościach:

  • stany skurczowe żołądka i jelit;
  • kolki;
  • niestrawność z towarzyszącym tzw. uczuciem pełności;
  • wrzody żołądka;
  • bóle miesiączkowe;
  • pobudzenie nerwowe;
  • nerwica żołądka;
  • problemy z zasypianiem u dzieci i dorosłych.

Oczywiście najpopularniejszą formą zażywania rumianku są napary, jednak pytanie jak parzyć rumianek budzi wiele wątpliwości i pada stosunkowo często. Po pierwsze należy zacząć od jakości surowca. Samodzielnie zbierany rumianek jako surowiec olejkowy nie powinien być suszony w temp. wyższej niż 35 stopni Celsjusza. Stawiając natomiast na gotowy produkt zachęcam do wyboru rumianku w formie sypanej, najlepiej z apteki lub sklepu zielarskiego.

Sporządzanie naparu z rumianku: 1 czubatą łyżeczkę koszyczków rumianku zalać 1 szklanką wrzącej wody (250 ml). Zaparzać pod przykryciem 10-15 minut. Przecedzić. Pić ciepły napar 2-3 razy dziennie. W przypadku niemowląt napar należy rozcieńczyć wodą.

Rumianek w ciąży

Wg monografii ESCOP (ang. European Scientific Cooperative on Phytotherapy) rumianek pospolity należy do Kategorii A bezpieczeństwa stosowania ziół w ciąży. Oznacza to, że może być przyjmowany przez ciężarne, np. jako środek o doraźnym działaniu kojącym dolegliwości ze strony układu pokarmowego w tym niestrawność czy stany zapalne.

Rumianek – przeciwwskazania

Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) klasyfikuje rumianek pospolity jako surowiec bezpieczny (GRAS – generally recognized as safe). Utarło się jednak dość mocno, że to surowiec silnie alergizujący. Badania wskazują jednak, że reakcje alergiczne na skutek zażywania rumianku należą zdecydowanie do rzadkich. Dotyczą przede wszystkim osób uczulonych na rośliny z rodziny złożonych/astrowaty (Compositae/Asteraceae).

Przypuszcza się, że odczyny alergiczne pojawiają się głównie w związku z zanieczyszczeniami rumianku pospolitego rumianem psim (Anthemis cotula), który zawiera alergen kontaktowy – antekotulid – „Rumianek lekarski – dlaczego warto mieć go w domowej apteczce” Lek w Polsce nr 9/2013

Warto podkreślić, że paradoksalnie rumianek wykazuje działanie przeciwalergiczne. Zawarty w olejku rumiankowym chamazulen hamuje uwalnianie histaminy, a sam surowiec stanowi częsty składnik mieszanek ziołowych o działaniu przeciwalergicznym.

Na tym kończę pierwszą część na temat rumianku, w kolejnej więcej odnośnie jego stosowania zewnętrznego! 🙂

Bibliografia:

  • Ammon H.P., Sabieraj J., Kaul R., Chamomile: mechanisms of
    anti-inflammatory activity of chamomile extracts and components, Deutsch. Apoth. Zeit., 1996, 136, 17
  • Weizman Z., Alkrinawi S., Goldfarb D., Bitran C., Efficacy of herbal
    tea preparation in infantile colic, J. Pediatr., 1993; 122, 650.
  • Grys A., Kania M., Baraniak J. Rumianek – pospolita roślina zielarska o różnorodnych właściwościach biologicznych i leczniczych. Postępy Fitoterapii 2/2014, s. 90-93.
  • Zielińska-Pisklak M., Szeleszczuk Ł. Rumianek lekarski – dlaczego warto mieć go w domowej apteczce. Lek w Polsce, 2013;9(23):72-79.

Blog

Copywriting medyczny – dlaczego warto zlecać go specjalistom?

Pamiętam doskonale jak kilka lat temu natknęłam się w sieci na artykuł dotyczący naturalnych metod zbijania gorączki u dzieci i niemowląt. Ciekawie skonstruowany tytuł, opatrzony przyjaznym dla oka zdjęciem.

Oczywiście z uwagi na „zboczenie” zawodowe zawsze otwieram takie artykuły, tym bardziej, że specjalizuję się w leku roślinnym. Nie trzeba było zbyt długiej lektury żeby zorientować się, że osoba pisząca nie miała zielonego pojęcia o temacie. Copywriting medyczny nie był najwidoczniej jej mocną stroną. Nie poruszyło mną to jednak jakoś szczególnie. Z niskim poziomem tekstów medycznych publikowanych w sieci spotykałam się już niejednokrotnie. Czytałam więc podśmiewając się pod nosem. Zapewne tak jakby śmiał się spec od rynków giełdowych czytający mój artykuł na temat prognoz rynkowych. W zasadzie już po drugim akapicie chciałam dać sobie spokój z dalszą lekturą, ale… W pewnym momencie natknęłam się na kardynalny błąd i dosłownie mnie „zatkało”.

Z pewnością ktoś, kto czytał ten artykuł, a nie był farmaceutą, lekarzem, pielęgniarką czy po prostu osobą obeznaną w temacie nie zwróciłby na to szczególnej uwagi. Gorzej jeśli ktoś zastosowałby się do zaleceń autora artykułu. W końcu tytuł brzmiał: naturalne metody zbijania gorączki u dzieci i niemowląt. A cóż mną tak wzburzyło? Okazało się, że jedną z proponowanych super naturalnych metod jest podawanie niemowlętom wywarów z kory wierzby, które działają jak aspiryna (do tej chwili włos mi się jeży na głowie!). Dla niewtajemniczonych – aspiryny i kory wierzby, która zawiera pochodne salicylowe nie stosujemy poniżej 18 roku życia. Wiąże się to z ryzykiem wystąpienia zespołu Rey’a, ale na tym skończę, bo nie o aspirynie ten tekst.

Copywriting medyczny

Chodzi o to, że był to moment, w którym bardzo dobitnie doszło do mnie, że śmiech śmiechem, ale nierzetelny copywriting medyczny stanowi bardzo niebezpieczne zjawisko. Dlaczego? Oczywiście dlatego, że chodzi o zdrowie. Żyjemy w czasach, w których bardzo intensywnie rozwinęło się samoleczenie, a coraz więcej leków dostępnych jest bez recepty. Nie wspomnę już o prężnie działającym rynku suplementów diety, które zalewają nas z każdej strony i właściwie chyba już każdy dziś się suplementuje. Niestety głównie na podstawie tego co zalecają reklamy i internet.

Dlatego tak ważne jest aby treści dotykające zdrowia, medycyny, leków syntetycznych i naturalnych były pisane przez specjalistów z dziedzin medycznych. Nie szemranych inżynierów, edukujących na temat lewoskrętnej witaminy C, tak jakby na rynku farmaceutycznym dostępna była jakakolwiek inna. Powinni zwracać na to uwagę w szczególności pracodawcy zlecający pisanie branżowych tekstów medycznych. Oczywiście głównie z uwagi na bezpieczeństwo czytelnika, ale i swoje! Nierzetelny artykuł na temat suplementu diety może skutkować karą nałożoną przez GIS! Dlatego też uważam, że warto wydać większą kwotę na treść stworzoną przez copywritera medycznego i spać spokojnie.

Copywriter medyczny

Copywriter medyczny musi cechować się wiedzą w dziedzinie o której pisze oraz umiejętnością przeszukiwania specjalistycznych baz danych jak np. PubMed. Analiza i krytyczne spojrzenie na temat są koniecznością. Na szczęście coraz częściej można odnaleźć w „internetach” fachowe treści prezentujące wysoki merytoryczny poziom. Oznacza to, że są poparte wynikami aktualnych badań, a autor tekstu nie pozostaje anonimowy. Tak właśnie być powinno. Za każdym razem, gdy kończę pisać swoje teksty i stawiam ostatnią, przysłowiową kropkę nad „i” robię to z pełną odpowiedzialnością. Oczywiście także z ogromną radością, że mam możliwość łączenia swojej specjalistycznej wiedzy z zamiłowaniem do pisania.

Zdrowie

Dieta dr Dąbrowskiej – przelotna moda czy droga do zdrowia?

Temat postu dr Dąbrowskiej powraca od dłuższego czasu jak bumerang, choć wcale nie jest taki „młody”. Pani dr pisała i mówiła o nim już wiele lat temu. Czemu więc zawdzięcza swoją ostatnią sławę? Zapewne temu, że wiele znanych prezenterów i aktorów chwali sobie efekty jego działania. Można więc rzec, że jest dobrze rozreklamowany, ale nie da się zaprzeczyć, że metamorfozy, jakie przynosi, są wręcz spektakularne. Mam tu głównie na myśli zmiany związane ze spadkiem wagi, ale także ogólną poprawę zdrowia, a nawet leczenie konkretnych dolegliwości.

Wielu lekarzy i dietetyków jest dość mocno zbulwersowanych faktem prowadzenia 6-tygodniowej diety warzywno-owocowej, bo tyle maksymalnie wg zaleceń może trwać post. Z jednej strony rzeczywiście wydaje się to dość szokujące, natomiast każdy kto dobrze zagłębi się w sens postu leczniczego i poprowadzi go ściśle wg określonych zasad, zwykle dość szybko zmienia zdanie. Jego celem jest przywrócenie równowagi zarówno tej fizycznej jak i psychicznej. Choć początki bywają rzeczywiście bardzo trudne i wymagają ogromnego samozaparcia, to już zaledwie po kilku dniach od rozpoczęcia doznaje się niesamowitego przypływu sił witalnych (mimo bardzo małej podaży kalorii!).

Dieta dr Dąbrowskiej – z czym to się je?

Na czym właściwie polega post dr Dąbrowskiej? Myślę, że warto w tym miejscu zaznaczyć, że jego autorka jest lekarką internistką, która tę naturalną metodę leczenia wprowadziła na stałe do swojej codziennej praktyki leczniczej. Ma na swoim koncie wiele książek, opracowań i wykładów na temat diety warzywno-owocowej, a w całej Polsce jest już naprawdę dużo ośrodków (i ciągle ich przybywa), które organizują specjalne turnusy lecznicze opierające się właśnie o post dr Dąbrowskiej. 

Wracając jednak do „wyglądu” samego postu, to opiera się on wyłącznie na warzywach i owocach, ale uwaga – nie wszystkich! Dozwolone są warzywa niskoskrobiowe: korzeniowe (marchew, pietruszka, seler, buraki), kapustne (kapusta biała, czerwona, włoska, pekińska, kalafior, kalarepa, brokuł, brukselka), cebulowe (cebula, czosnek, por), psiankowate (pomidor, papryka), liściaste (sałata masłowa, lodowa, seler, rzymska, seler naciowy, natka pietruszki, jarmuż, rzeżucha, koper, zioła), dyniowate (kabaczek, dynia, cukinia, ogórki, patisony). Ponadto kiszonki z kapusty, ogórków i buraków, a także jabłka (do 2 sztuk dziennie), niewielkie ilości grejpfruta, cytryny, kiwi i śladowe ilości malin, truskawek, jagód, borówek i porzeczek.

Podczas postu dr Dąbrowskiej pijemy przede wszystkim duże ilości wody, herbat ziołowych i rozcieńczone soki z dozwolonych warzyw i owoców. Eliminujemy kawę, herbatę, alkohol, papierosy. Dzienna podaż kalorii oscyluje w granicach 400-600 i nie powinna przekraczać 800kcal. Wielkość posiłków (najlepiej 3 w ciągu dnia, w równych odstępach czasowych) w trakcie postu powinna być regulowana uczuciem głodu, które mija zwykle 3-5 dnia, kiedy do „włącza” się tzw. odżywianie wewnętrzne. Dania jakie zjadamy podczas postu są ok. 5 razy uboższe w białka, tłuszcze i węglowodany w porównaniu z potrawami spożywanymi na co dzień. Stanowią natomiast istną bombę witaminową. Obfitują w polifenole, błonnik, enzymy i mikroelementy. Warto także w tym miejscu zaznaczyć, że białka roślinne niezmiernie rzadko wywołują alergie i nietolerancje pokarmowe.

Wszystkie wymienione warzywa możemy spożywać zarówno na surowo jak i w formie pieczonej i gotowanej. Nie używamy jednak żadnych tłuszczów! Jeśli mamy ochotę np.na brokuła czy paprykę z patelni, możemy przygotować je z wykorzystaniem niewielkiej ilości wody. Przepisów na sporządzanie postnych dań jest całe mnóstwo! Odnajdziemy je zarówno na kulinarnych blogach jak i w licznych opracowaniach dr Dąbrowskiej. Niektóre z dań są bardzo nieoczywiste, ale zarazem smaczne i cieszą się dużą popularnością jak chociażby kalafiornica czyli „zamiennik” jajecznicy.

Dieta warzywno-owocowa – korzyści zdrowotne

Teraz trochę konkretniej o korzyściach dla organizmu. Nie od dziś wiadomo, że okresowe powstrzymywanie się od nadmiaru jedzenia jest skutecznym remedium na różne dolegliwości. Post warzywno-owocowy, obok innych postów jak np. post wodny czy sokowy, prowadzi do spontanicznego uruchomienia się w organizmie wspomnianego już wcześniej procesu odżywiania wewnętrznego. Jest to bardzo cenny mechanizm, zwłaszcza w dobie żywności przetworzonej, wzbogacanej nieustannie o chemiczne polepszacze smaku i wyglądu, nie wspominając o mięsie faszerowanym hormonami i antybiotykami. Jeśli dodać do tego wszechogarniający stres, szybkie tempo życia i brak aktywności fizycznej mamy prosty przepis na zaburzenie równowagi wewnętrznej naszego organizmu, a tam gdzie brak równowagi, pojawia się choroba. Badania pokazują, że geny tylko w 20% decydują o funkcjonowaniu naszego organizmu. Pozostała część to oddziaływanie diety i środowiska zewnętrznego. Co to oznacza? Mianowicie to, że geny zlokalizowane w DNA potrzebują „instrukcji”, kiedy i jak działać. Natura daje nam elastyczność, w ramach której czynniki środowiska mają wpływ na to, które geny są włączane i wyłączane. Zjawiskiem tym zajmuje się epigenetyka, która cieszy się ciągle rosnącą popularnością.

Wracając jednak do korzyści odnoszonych na skutek prowadzenia postu warzywno-owocowego. Przede wszystkim jest to radykalne oczyszczenie organizmu. W pierwszej fazie dochodzi do wydalenia nadmiaru wody. Obrzęki ustępują, ciśnienie się reguluje. Dochodzi do poprawy jakości snu, co dzieje się m.in. na skutek odciążenia układu pokarmowego i poprawy krążenia. Zmiany skórne zanikają (cysty, ropnie, stany zapalne, zgrubienia). Ustępują reakcje alergiczne, wrzody żołądka, a nawet zmiany miażdżycowe. Poziom cukru we krwi osiąga właściwy poziom, a chorzy na cukrzycę czy dolegliwości tarczycy, bardzo często po prostu odstawiają leki, gdyż przestają być potrzebne. Wiele kobiet poprzez post dr Dąbrowskiej leczy tak popularną chorobę Hashimotho, a nawet bezpłodność. Brzmi niewiarygodnie, jednak liczne świadectwa osób, które prowadziły post, dokumentowane m.in. przez doktor Dąbrowską stanowią najlepsze potwierdzenie. Sama również odnosiłam niemałe korzyści zdrowotne po każdym 2 lub 3-tygodniowym poście warzywno-owocowym. Krótszy niż 6 tygodni okres postu przynosi przede wszystkim wspaniały efekt oczyszczający (minimalny czas trwania powinien wynosić 10-14 dni). Niemałą korzyścią jest też spadek nadprogramowych kilogramów, jednak jeśli ktoś podejmuje się postu oczyszczającego traktując go przede wszystkim w kategoriach szybko odchudzającej diety, to nie jest to dobry pomysł. Powrót starych, niezdrowych nawyków jedzeniowych szybko zaprowadzi nas do efektu jo-jo. Post natomiast jest bardzo dobrym wprowadzeniem do zdrowego stylu życia, który powinien towarzyszyć nam na co dzień. Konieczne należy także pamiętać, że z postu należy właściwie „wyjść”, a powrót do normalnego odżywiania nie może odbyć się z dnia na dzień.

Post Dąbrowskiej – przeciwwskazania

Oczywiście post dr Dąbrowskiej nie jest dla każdego. Istnieją przeciwwskazania do jego prowadzenia jak np. ciąża, głęboka depresja, gruźlica, choroba nowotworowa, krańcowa niewydolność narządów, ostra porfiria, stan po transplantacji narządów. Nie powinna się go także podejmować młodzież w okresie dojrzewania. Post najlepiej prowadzić pod okiem lekarza i poprzedzić go badaniem krwi, a jeśli podejmujemy się go sami należy odpowiednio się do niego przygotować. Konieczna jest dogłębna lektura książek opisujących jego zasady. Warto także zapoznać się z wykładami Pani doktor Dąbrowskiej, które dostępne są w sieci, a w których to autorka przekazuje cenne rady i wskazówki. Dla wielu osób pomocne okazują się 14-dniowe zorganizowane „postne” wyjazdy do różnych ośrodków w całej Polsce. Są one dobrym wprowadzeniem do dalszego, samodzielnego prowadzenia „diety” warzywno-owocowej. Naprawdę warto!

Blog

Co z tym blogiem?

Dosyć długo zastanawiałam się nad tym jak nazwać nową stronę. Stara nazwa „HerbZone” oznaczająca „strefę ziół” już dawno przestała mi się podobać. Przede wszystkim dlatego, że nie wyglądała jak należy, prowadzona była chaotycznie, a treści z początku jej istnienia były raczej słabe. Minęła prawie dekada odkąd zaczęłam bardzo nieśmiało działać w wirtualnej rzeczywistości i z całą pewnością mogę napisać jedno – wiele się nauczyłam. Jeśli natomiast chodzi o zaistnienie w sieci, to wyszło mi to nieszczególnie. Zabrakło samozaparcia i wiary we własne możliwości, a przede wszystkim odwagi. Na pewno jednak nie był to czas stracony i wiem, że dziś „zaczynam” ze zdwojoną siłą. Nie tylko jako dr farmacji, ale także jako mama i człowiek pełen zapału do edukowania innych w kwestii leku roślinnego.

Dlaczego „Zielona farmacja”?

Wracając jednak do meritum – dlaczego zdecydowałam się nazwać bloga „zielona farmacja”. Przede wszystkim dlatego żeby w dwóch słowach, jak najprościej i najtrafniej określał moją osobę. Myślę, że tak się właśnie stało! Po pierwsze jestem z wykształcenia farmaceutą, a po drugie w szczególności upodobałam sobie lek roślinny. No i uwielbiam kolor zielony! Na moim blogu doświadczysz więc przede wszystkim informacji związanych z ziołolecznictwem i leczeniem naturalnym. Podstawą mojej pracy są oczywiście badania naukowe i opieranie się o EBV czyli Evidence Based Medicine. Absolutnie nie odrzucam jednak tego, co jeszcze nie w pełni zbadane, a praktykowane od pokoleń przez medycynę ludową. Lubię łączyć jedno z drugim i uważam to za najwłaściwsze podejście. Spytacie – co to za farmaceuta, który propaguje zioła i czy w ogóle warto je stosować? Moja odpowiedź brzmi – oczywiście!

Lek roślinny – dlaczego warto poznać go lepiej?

Ludzkość korzysta z leczniczych właściwości roślin od zamierzchłych czasów. Choć ziołolecznictwo pojmowane jest zwykle w kategoriach medycyny alternatywnej (czego nie lubię!), od lat na całym świecie prowadzone są liczne badania. Potwierdzają one słuszność stosowania leku roślinnego w różnych dolegliwościach. Można powiedzieć, że badania te są często naukowym potwierdzeniem tego, co wiedziały nasze babki. Lek roślinny to ważna gałąź farmacji (ta zielona gałąź ;)), a wiele związków izolowanych z roślin stanowiło prekursory w chemicznej syntezie leków. Przykładem może być chociażby kwas salicylowy. Początkowo izolowano go z kory wierzby. Później natomiast dał on początek syntezie kwasu acetylosalicylowego czyli powszechnie znanej na całym świecie aspirynie.

Czy jednak syntetyczne leki są dla nas czymś lepszym niż to, co oferuje natura? Niewątpliwie w czasach kiedy tempo życia jest naprawdę szybkie i wybieramy wszystko co instant łatwiej sięgnąć po tabletkę. Liczy się w końcu szybki efekt. Zachęcam jednak aby korzystać również z tego co oferuje nam apteka Matki Natury. Stosowanie roślin leczniczych bez wątpienia wymaga pewnej wiedzy. Poznawanie jej tajników od podstaw może jednak stanowić fascynującą przygodę, a zarazem początek drogi do lepszego samopoczucia i radzenia sobie w naturalny sposób z wszelkimi dolegliwościami.

Uważam, że im mniej leku syntetycznego, tym lepiej. Oczywiście nie neguje potrzeby jego istnienia, ale w obecnych czasach już wystarczająco mocno nadużywamy wszelakiej maści aptecznych specyfików. Dzieje się tak głównie za sprawą samoleczenia, które często jest „bez ładu i składu” i z uzasadnieniem: „a bo w reklamie mówili, że…”. Także niech w reklamie mówią, co mówić muszą, a Ty Drogi Czytelniku bądź świadomym pacjentem. Lecz się, na tyle, na ile to możliwe – naturalnie. Mam nadzieję, że będziesz odnajdywał na mojej stronie informacje, które Ci w tym pomogą.

Fitoterapia

Pelargonia afrykańska – pogromca infekcji sezonowych w świetle badań klinicznych

Pelargonia afrykańska (Pelargonium sidoides) to roślina, która w ciągu ostatnich kilku lat zyskała u nas na popularności. O jej leczniczych właściwościach wiadomo było już jednak dawno temu.

Pelargonia afrykańska – krótka historia

Afrykańska medycyna ludowa wykorzystywała pelargonię w leczeniu różnych dolegliwości układu oddechowego, w szczególności w suchym kaszlu. Nazywano ją nawet umckaloabo, co oznacza ostry kaszel. W XIX wieku pelargonia afrykańska dotarła do Europy za sprawą Charlesa Henry’ego Stevensa, który był przekonany, że może ona stanowić remedium na gruźlicę, dziesiątkującą w ówczesnym czasie ludność europejską. Brytyjczyk podjął się samodzielnej produkcji unikalnego preparatu, zawierającego w składzie pelargonię. Niestety Brytyjskie Stowarzyszenie Medyczne, uznało go za oszusta i zabroniło rozpowszechniania specyfiku. Jak się później okazało przypuszczenia Stevensa były całkiem słuszne, ponieważ badania udowodniły, że surowiec zwalcza prątki gruźlicy. 

Pelargonia afrykańska jako roślina lecznicza

Pelargonia afrykańska należy do rodziny bodziszkowatych (Geraniaceae). Roślina uprawiana jest i zbierana w Afryce Południowej, ale doskonale zadomowiła się także w naszym klimacie. Coraz więcej osób hoduje ją w przydomowych ogródkach i na balkonach. Częścią rośliny wykorzystywaną w fitoterapii jest korzeń. Monografię surowca odnaleźć można w Farmakopei Polskiej X wg której surowiec powinien zawierać co najmniej 2% garbników w przeliczeniu na pirogalol. Korzeń pelargonii afrykańskiej zawiera przede wszystkim związki z grupy kumaryn, m.in. umkalinę (nawet do 40%) i skopoletynę, działające przeciwdrobnoustrojowo, przeciwzapalnie, a także przeciwzakrzepowo. Ponadto flawonoidy, fenolokwasy, proantocyjanidyny oraz jedno- i wielonienasycone kwasy tłuszczowe. Te ostatnie w głównej mierze odpowiadają za działanie przeciwprątkowe surowca.

Pelargonia afrykańska – działanie lecznicze

Na podstawie licznych badań i analiz, prowadzonych na przestrzeni lat udowodniono, że ekstrakty z korzenia pelargonii afrykańskiej są niezwykle skuteczne w leczeniu infekcji wirusowych jak i bakteryjnych. Wykazano, że synergistyczne działanie związków aktywnych obecnych w wyciągach z korzenia pelargonii afrykańskiej jest dużo silniejsze niż w przypadku działania pojedynczych związków

Działanie przeciwbakteryjne

Należy podkreślić, że wrażliwe na działanie surowca są szczepy odpowiadające w szczególności za infekcje górnych dróg oddechowych, w tym: Staphylococcus aureus, Pseudomonas aeruginosa, Klebsiella pneumoniae,  Haemophilus influenza. Warto też zaznaczyć, że działanie przeciwbakteryjne surowca dotyczy także MRSA czyli metycylinoopornych szczepów gronkowca złocistego, które odpowiadają za ciężkie zakażenia szpitalne.  Mechanizm działania związany jest najprawdopodobniej z zapobieganiem przylegania bakterii do nabłonka górnych dróg oddechowych. Uwarunkowane jest to obecnością w surowcu kumaryn. Dodatkowo proantocyjanidyny, blokując białka adhezyjne na powierzchni komórek bakterii, uniemożliwiają ich kolonizację w górnych drogach oddechowych.

Działanie przeciwwirusowe i immunomodulujące

Działanie przeciwwirusowe ekstraktów z korzenia pelargonii afrykańskiej różni się mechanizmem od powszechnie stosowanych leków syntetycznych (np. popularnego acyklowiru), które działają wyłącznie na zaawansowanym już etapie infekcji, po wniknięciu wirusa do komórki. Badania potwierdziły, że wodne wyciągi z korzenia pelargonii hamują namnażanie wirusa zarówno w początkowej fazie rozwoju infekcji jak i po jego wniknięciu do komórki. Ponadto wykazują działanie immunomodulujące. Posiadają zdolność do stymulowania produkcji TNF. Zwiększają aktywność interferonów względem komórek makrofagów, a także podnoszą ekspresję genów odpowiedzialnych za produkcję cytokin w komórkach makrofagów.

Pelargonia afrykańska a badania kliniczne

W 2002 r. przeprowadzono badania kliniczne (591 dorosłych i 263 dzieci) cierpiących na ostre infekcje oskrzeli i gardła, a także stany zapalne błon śluzowych. Wykazano statystycznie znamienną skuteczność wyciągów z korzenia pelargonii w stosunku do placebo. W innym badaniu klinicznym chorzy z potwierdzonymi radiograficznie ostrymi stanami zapalnymi zatok nosowych i śluzówki nosa leczeni byli etanolowym (11%) ekstraktem z korzenia pelargonii afrykańskiej (1:8–10, 60 kropli przez 22 dni). W wyniku doświadczenia otrzymano statystycznie znaczącą poprawę u grupy stosującej lek roślinny w stosunku do placebo.

Randomizowane, porównawcze badanie nad zastosowaniem wyciągu z pelargonii afrykańskiej w leczeniu zapalenia oskrzeli zostało przeprowadzone wśród 60 dzieci w wieku od 6 do 12 lat. Pacjentów podzielono na dwie grupy. Pierwsza z nich otrzymywała 20 kropli wyciągu co godzinę (do 12 razy na dobę) przez pierwsze 2 dni leczenia, a następnie 20 kropli dziennie przez kolejne 5 dni. Druga badana grupa przyjmowała acetylocysteinę (lek sekretolityczny z grupy mukolityków, stosowany przy nadmiernej produkcji lepkiego śluzu w drogach oddechowych) w dawce 200 mg 2 razy dzienni przez 7 dni. Całkowite ustąpienie objawów choroby odnotowano u 76,7% pacjentów otrzymujących preparat z pelargonii i tylko u 56,7% chorych leczonych acetylocysteiną.

*

W 2007 roku badacze przedstawili wyniki trwającego 2 tygodnie doświadczenia prowadzonego wśród dzieci z ostrym zapaleniem oskrzeli. Chorych podzielono na trzy grupy wiekowe: dzieci w wieku do 2 lat przyjmowały 5 kropli wyciągu 3 razy dziennie, dzieci w wieku 2-6 lat dostawały 10 kropli 3 razy dziennie, natomiast dzieci powyżej 6 lat – 20 kropli 3 razy dziennie. Niektórzy pacjenci (48,2%) otrzymywali dodatkowo leki przeciwkaszlowe i rozszerzające oskrzela. Całkowite ustąpienie objawów infekcji zaobserwowano u 90,2% osób .

*

Badania kliniczne prowadzono także nad skutecznością ekstraktu z korzenia pelargonii w leczeniu stanów zapalnych zatok przynosowych. Jedno z doświadczeń miało charakter wieloośrodkowy.  Randomizowane, z podwójnie ślepą próbą badanie przeprowadził Bachert i wsp. Chorzy (103 osoby) w wieku od 18 do 60 lat z potwierdzonym radiologicznie ostrym stanem zapalnym zatok przyjmowalo przez 22 dni 60 kropli ekstraktu etanolowego 3 razy dziennie. Odnotowano wyraźnie łagodniejszy przebieg choroby (mniej nasilone bóle głowy, bóle szczęki, zmniejszony wysięk z nosa) oraz szybsze ustępowanie objawów u pacjentów przyjmujących badany wyciąg roślinny w porównaniu z grupą placebo.

*

Działanie lecznicze wyciągu z pelargonii afrykańskiej badano ponadto wśród 143 dzieci (6-10 lat) cierpiących z powodu niepaciorkowcowego zapalenia gardła oraz migdałków podniebiennych. Pacjenci dostawali 3 razy dziennie po 20 kropli ekstraktu. Dodatkowo chorzy z gorączką przekraczającą 38,5°C otrzymywali paracetamol. Odnotowano spadek nasilenia objawów, takich jak trudności z przełykaniem, ból i zaczerwienienie gardła i  gorączka. W ciągu 4 dni ekstrakt z pelargonii uśmierzył ból gardła w 32% przypadków w porównaniu do 16% w grupie otrzymującej placebo. Kłopoty z przełykaniem ustąpiły u 60% pacjentów (47% w grupie kontrolnej), natomiast gorączka zmniejszyła się u 79% chorych (27% w grupie kontrolnej).

*

W 2007 r. podjęto próbę oszacowania wpływu wyciągu z korzenia pelargonii afrykańskiej na czas trwania infekcji. Randomizowane badanie przeprowadzono na grupie 103 osób dorosłych, u których w ciągu 24-48 godzin pojawiły się minimum trzy z wymienionych objawów przeziębienia: ból gardła, katar, kaszel, ból głowy, chrypa, kichanie. Pacjentom podawano 3 razy dziennie po 30 kropli ekstraktu z pelargonii lub placebo. Średni czas powrotu do zdrowia wynosił 6,9 dnia w grupie leczonej ekstraktem roślinnym i 8,2 dnia u pacjentów z grupy kontrolnej otrzymującej placebo.

Podsumowując…

Rezultaty licznych badań klinicznych, których przedstawiono tu zaledwie kilka, jednoznacznie wskazują, że pelargonia afrykańska to surowiec niezwykle efektywny w leczeniu infekcji górnych dróg oddechowych. Co istotne bardzo dobrze reagującą grupę chorych stanowią tu dzieci od 1 roku życia. Dlatego też na rynku aptecznym dostępnych jest coraz więcej preparatów, głównie syropów, łagodzących objawy przeziębienia zawierających w swoim składzie właśnie wyciągi z tego surowca. Oczywiście korzeń pelargonii dostępny jest także w formie sypanej, w sklepach zielarskich, a i możemy pozyskiwać go samodzielnie – hodując pelargonię w warunkach domowych. Ze świeżego korzenia sporządza się np. odwar, który łagodzi omawiane wyżej objawy infekcji górnych dróg oddechowych. W tym celu ok. 3 g rozdrobnionego korzenia należy zalać szklanką gorącej wody i gotować pod przykryciem przez ok. 5 min, a następnie odstawić na kolejne 15 min. Całość przecedzić. Pić 3 razy dziennie po szklance odwaru. Poza odwarem z surowca można przyrządzić także leczniczą nalewkę, która doskonale wzmacnia odporność, leczy przeziębienie, a także skutecznie rozprawia się z opryszczką!